Sitemap

Szybka nawigacja

Alicja i ja ruszyłyśmy w stronę źródła światła jak ćmy do ognia.Migocząca aureola białego światła otoczyła otwór, który Alicja wycięła w zaspie u wejścia do tunelu.Wczołgałem się do szybu wentylacyjnego, który wykopała, przebiłem się przez cienką pokrywę szronu na końcu i natychmiast oślepiło mnie oślepiające słońce.

"Alicja, chodź tu i spójrz, nie uwierzysz".Krzyknąłem przez ramię, wychodząc na świeże powietrze.Zamieć już nas ominęła, a ciężkie zachmurzenie, które pozostawiła po sobie, było usiane rozszerzającymi się płatami błękitnego nieba.Słońce przebijało się przez chmury w centrum największego skrawka nieba i świeciło w pełnej krasie.

Kilka chwil później wyłoniła się z tunelu i zajęła miejsce obok mnie.Staliśmy razem, bez słów i w zachwycie, obejmując się ramionami.

Przed nami rozpościerała się ziemia, przekształcona przez śnieżycę w wizualną krainę dziwnego piękna.Burza zmiotła wszystkie kolory świata i pozostały tylko żywe błękity, olśniewająca biel i tysiące odcieni szarości.Cienkie, przejrzyste powietrze zniekształcało ocenę odległości w taki sposób, że odległe pasma górskie wydawały się na tyle bliskie, że można było wyciągnąć rękę i dotknąć.Ośnieżone szczyty wzdłuż zachodniego horyzontu świeciły bielą odbitego światła słonecznego na tle nieba tak błękitnego, że graniczyło ono z czernią.

"Czy widziałeś kiedyś coś tak pięknego, Dennis?".Alice dodatkowo mnie uściskała i oparła głowę na moim ramieniu.

"Nie w tym życiu".Pocałowałem ją w czubek głowy i odwzajemniłem uścisk. "Gdzie zaparkowaliśmy, panie Kawasaki?".Przeszukałem śnieg przed nami w poszukiwaniu śladów naszego quada.Nigdzie go nie było widać.

"Myślę, że nasz Muł jest pod prądem".Alice wskazała na niski kopczyk śniegu około 10 metrów po prawej stronie.

Śnieg sięgający do wysokości klatki piersiowej uniemożliwiał poruszanie się do przodu bez szczególnego wysiłku.Wszelkie myśli o powrocie do bazy Liberty zniknęły, zanim przeszedłem pięć metrów.Nasz zakopany quad nie miał nigdzie wyjechać aż do następnej wiosny, a nie było mowy o tym, żebyśmy przez tę pokrywę śnieżną przeszli piętnaście mil z powrotem do bazy.

"Czy wiesz, jak zrobić rakiety śnieżne, Alice?".

"Nie, ale w hiszpańskim podręczniku SAS Survival Manual jest rozdział o tym, jak je zrobić".powiedziała Alicja.

"Czy umiesz czytać po hiszpańsku?".

"Nie, ale możemy skopiować ilustracje z podręcznika. Będziemy potrzebować gałęzi z sosny".Alice schowała się z powrotem do przejścia i po kilku minutach wyłoniła się z naszą piłą ratunkową.

Wyruszyliśmy razem, aby zbadać najbliższy lasek wiecznie zielony, znajdujący się około ćwierć mili po naszej lewej stronie.Ciało ludzkie to niezwykła maszyna, ale kiepski z niego pług śnieżny.

Gdy dotarliśmy do drzew, byłem już zupełnie wyczerpany.W młodości nigdy nie byłem wysportowany, a moja wytrzymałość fizyczna nie poprawiła się z wiekiem.Z kolei Alicja wyglądała, jakby była gotowa do dwudziestokilometrowej wędrówki.Zmartwiłem się; nikt nie powinien być tak radosny po przedzieraniu się przez śnieg po pas.

Po około trzydziestu minutach pracy ścięliśmy lub zebraliśmy tyle gałęzi sosnowych, girland i taczek, że można by nimi udekorować Kaplicę Sykstyńską.Spletliśmy ładunek za pomocą paracordu i przeciągnęliśmy nasze wiecznie zielone sanie przez zaśnieżoną dolinę, zamiast nieść ładunek zieleni z powrotem do naszego schroniska.Spędziliśmy kilka minut na przygotowaniu częściowo osłoniętego miejsca pracy - zagłębienia otoczonego stertami śniegu, które po przybyciu na miejsce miały zablokować większość wiatru.

Mieliśmy mnóstwo zielonego sosnowego paliwa.W krótkim czasie udało nam się uruchomić i rozpalić naszą kuchenkę turystyczną oraz stopić śnieg, aby uzyskać wodę pitną.Przydał się nasz uniwersalny garnek, a para wodna doskonale ogrzewała ręce.

Próba zbudowania przez Alicję repliki rakiet śnieżnych przedstawionych w hiszpańskim podręczniku przetrwania była idealną kopią ilustracji.

"Viola!" - triumfalnie trzymała w górze swój komplet hiszpańskich rakiet śnieżnych, abym mógł je obejrzeć i podziwiać.

"To było zbyt łatwe" - roześmiała się, a jej uśmiech zmienił się z grymasu na zadowolenie.

"Ładnie".Mamrotałem, zbyt zakłopotany, by się odezwać.W głębi duszy wiedziałem, że nigdy nie usłyszę końca tej historii.W wieku pięciu lat stałem się legendą jako jedyne dziecko w moim rodzinnym mieście, które nie zaliczyło plastyki w przedszkolu.

Alicja postanowiła się popisać i zaczęła truchtać w rakietach śnieżnych po śniegu.Pycha kroczy przed upadkiem.Jej obuwie rozpadło się nie dalej niż pięć kroków od zwycięskiego marszu.Praktycznie zniknęła z pola widzenia, zapadając się po szyję w sypkim śniegu.W branży rakiet śnieżnych diabeł tkwi w szczegółach.

Przez kilka godzin bawiliśmy się w leśnego szewca i próbowaliśmy zrobić działającą parę rakiet śnieżnych.Dzieła Alicji były piękne.Chociaż moje wysiłki nie były zbyt stylowe, miały jedną wspólną cechę z projektem mojego partnera.Żaden z nich nie był wart zachodu.

W walce z odmrożeniami i hipotermią nie liczyliśmy na to, że zostaniemy poparzeni przez słońce.Grill UV jest dokładnie tym, co dostaliśmy.Nasze twarze wyglądały jak pomidory z supermarketu, tzn. były czerwone, soczyste i przecenione po czterech godzinach spędzonych w pełnym słońcu na rozrzedzonym górskim powietrzu.

"Szafa jest pusta, a nam oficjalnie skończyło się jedzenie".Alice oblizała palce i z rezygnacją wpatrywała się w puste opakowania po MRE leżące u naszych stóp.

"Poprawka: skończyło się nam gotowe jedzenie. Wciąż mamy spiżarnię pełną beznogich białek, które czekają na naszą wiedzę kulinarną".Machnąłem ręką na węże śpiące w ciemności za naszym namiotem.

"Fuj! Czy ty w ogóle wiesz, jak się gotuje grzechotnika?".Ciało Alicji zadrżało z obrzydzenia.

"Łatwe jak ciasto. Kroimy mięso w paski, grillujemy je, a gdy zacznie się przypalać, jest gotowe".Uśmiechnąłem się, szukając naszego zapasu zielska.

"Czas na deser. Nasze oparzenia słoneczne są równie dobrym pretekstem do poznania leczniczych właściwości legalnie uprawianej marihuany z Liberty Mountain."

Zapaliłem swoją szklaną fajkę, zaciągnąłem się i podałem ją Alicji.Wow.Paliliśmy trawkę z nastawieniem.Po trzech czy czterech zaciągnięciach z fajki byliśmy tak naćpani jak twarze wyrzeźbione na Mount Rushmore.

Rozebraliśmy się do łóżek, a nasz marihuanowy haj otulił nas spokojną i relaksującą mgłą.Alice rozebrała się do swojego stroju urodzinowego i weszła do śpiwora.Zrzuciłem z siebie całe ubranie oprócz spodenek i koszulki i szybko dołączyłem do niej pod kołdrą.

Przytuliliśmy się do siebie jak dwie łyżki w kuchennej szufladzie.Podczas gdy ja z przyjemnością odpływałem w sen, Alice miała inne pomysły.Pogładziła palcami bok mojej twarzy i zsunęła dłoń w dół klatki piersiowej, kierując się na południe.

Alice westchnęła z zadowoleniem i przytuliła się do mnie.Położyła głowę na mojej piersi.Ostrożnie wsunęła rękę pod pasek moich szortów i badała kontury mojej rosnącej erekcji.

"Czy ten facet ma jakieś imię?".Alice z czułością ścisnęła mojego penisa i trzymając go między kciukiem a palcem wskazującym, zaczęła go delikatnie głaskać.

Cholera!Jakiś zdradziecki mężczyzna w chwili słabości wyjawił jeden z najpilniej strzeżonych sekretów męskości: nadawaliśmy pieszczotliwe imiona naszym śmieciom.Mój wyrostek odpowiadał nazwie Harvey (jak w Harvey the Hardon).

"Zobaczymy, czy Harvey zechce wyjść i zagrać".Alice obiema rękami zsunęła mi spodenki do kolan.

Uwolniony ze swojego materiałowego więzienia, Harvey radośnie wzbił się w powietrze, niemal szturchając Alicję w twarz.Odwróciwszy głowę w moją stronę, Alice pochyliła się do mnie i pocałowała czubek mojego nosa.

"Czy to ci się podoba?" - wpatrywała się w moje oczy, a jej palce głaskały mój wał.Jej spojrzenie było tak intensywne, jak wrażenie, że jej palce bawią się główką mojego fiuta.Zgasiłam światło i pozwoliłam jej badać świat po omacku, posługując się alfabetem Braille'a.

"O, Boże, tak!"Wydałem z siebie niski jęk, gdy moje biodra poruszały się w rytm jej dotyku.

Zamknęłam oczy z rozkoszy.Alicja objęła ustami główkę mojego fiuta, zanim zdążyłem je otworzyć.Moje ciało zadrżało z zaskoczenia i radości, kiedy czubkiem języka zbadała moją dziurkę w siuśku.

Objęła wargami podstawę mojego penisa i długo, powoli siorbała, po czym powoli uniosła głowę i pozwoliła mojemu kutasowi wysunąć się z jej ust.Jej język wykonywał przy tym taniec motyla.

Alice uniosła się na kolana, gdy ja wiłem się z rozkoszy, i rozchyliła moje ciało, po czym przesunęła się do przodu.Kiedy ułożyła moją twarz między swoimi nogami, opuściła się nad moje usta i przycisnęła mokre wargi swojej cipki do moich.

Wydałem z siebie stłumione "Oomph", tylko po to, żeby usłyszeć chichot Alicji: "Nie mów z pełnymi ustami. Wybierz liczbę pomiędzy sześćdziesiąt osiem a siedemdziesiąt" - powiedziała, odwracając się, opierając swoją cipkę o moje usta i pochylając się do przodu, aby wziąć mojego fiuta do ust.

Była tak mokra, że ledwo mogłem oddychać.Zlizałem wszystkie jej soki w samoobronie, próbując złapać oddech.Niech mnie diabli wezmą, jeśli będę tym biedakiem, który utonął, kochając się w górach.

Rozdział 19

Kierując się jedynie zmysłem dotyku, smaku i słuchu, razem z Alice badaliśmy nawzajem swoje nagie ciała w świecie bez światła.Jak rozbitkowie na bezsłonecznym morzu, dryfowaliśmy na fali przyjemności i podążaliśmy za prądami namiętności.Od czasu do czasu, gdy przesuwaliśmy się pod kołdrą, iskry elektryczności statycznej migotały jak fajerwerki w nocy.

Przestrzeń wokół nas stała się ponadczasowym punktem radości, ponieważ przylgnęliśmy do siebie jak dwa elementy układanki, idealnie do siebie pasujące.Gdy mój język badał wejście do jej pochwy, usta i wargi Alicji otaczały główkę mojego kutasa cudownymi, mokrymi, motylkowymi pocałunkami.Doznania ekstazy przepłynęły przeze mnie jak wzbierający przypływ i, choć wydawało się to niemożliwe, ciemność wokół mnie zaczęła mienić się zmysłowymi odcieniami kolorów, gdy nasze ciała połączyły się w jedno.Byliśmy yin i yang.

W centrum mojej istoty zaczął się jarzyć błyszczący krąg intensywnej przyjemności.Każdy nerw w moim ciele zbiegał się u podstawy mojego rosnącego filaru.Fale napięcia i radości spływały do wewnątrz, gdy filar stawał się wieżą wznoszącego się pragnienia.Mrowienie w palcach połączyło się z kłuciem w pachwinie.Zacząłem lecieć w kierunku punktu, z którego nie ma powrotu.

Wszystkie kategorie: Fantasy i Sci-Fi