Sitemap

Szybka nawigacja

Clint jechał powoli żwirową drogą, zostawiając za swoim kamperem jedynie cienką, krótkotrwałą smugę kurzu. Urodzony i wychowany właśnie w takiej okolicy, wiedział, że jeśli chce pozostać w przyjaźni z miejscowymi, powinien unikać wzniecania burzy pyłowej. Na stronieabsolutniechciał pozostać w przyjaźni z miejscowymi.

Właśnie dlatego miał dostęp do większości nieruchomości w okolicy, co dawało mu największe szanse na osiągnięcie celu. Jeśli historie, które słyszał, były prawdziwe, a on potrafił to udowodnić, istniała szansa na pozyskanie pieniędzy z dotacji lub darowizn dla fundacji.

Jadąc samochodem, zapisywał w pamięci miejsca, w których ostatnio nocował, próbując zdecydować, gdzie rozbić obóz. Naturalnie, kolejnym logicznym miejscem była jedna z niewielu posesji, na którą właściciel nie chciał go wpuścić. Prosił o to już w poprzednim roku i spotkał się z ostrą odmową, a nawet groźbą. Posiadłość była ogromna i pozostawiała gigantyczną dziurę w jego zasięgu. Podjazd mężczyzny szybko się zbliżał, a on zerknął w tamtą stronę, gdy przechodził.

Natychmiast zwolnił pedał gazu, zobaczywszy kobietę, której nie rozpoznał, idącą uliczką w kierunku skrzynki pocztowej. Zauważył też kwiaty rosnące obok domu, a tych z pewnością nie było tam, gdy rok temu starszy, zgrzybiały mężczyzna wygonił go z posesji. Zjechał tak daleko na pobocze, jak tylko się dało, i zatrzymał się.

Cholera jasna!pomyślał, gdy po raz pierwszy dobrze przyjrzał się jej we wstecznym lusterku. Biała koszulka, którą miała na sobie, wyglądała tak, jakby miała eksplodować od próby ukrycia jej cycków. Reszta jej ciała też nie była zła. Miała długie blond włosy i ładną twarz. Jej spodenki pokazywały ładne nogi i tyłek, który był duży, ale nie za duży. Domyślił się, że jest w wieku jego matki.

Poświęcił chwilę, aby się opanować, i otworzył drzwi. Upał i wilgoć uderzyły go jak młotem kowalskim. Wcześniej rozpętała się burza z piorunami, która zalała okolicę ulewą. Ledwie chmury się rozwiały, a temperatura znów gwałtownie wzrosła. Parująca woda z deszczu sprawiła, że powietrze było gęste jak zupa, a była to najgorętsza część tego palącego letniego dnia.

"Dzień dobry" - powiedziała, gdy wysiadł z kampera. "Zgubiłeś się? Obawiam się, że nie mogę być zbyt pomocna. Ledwo się orientuję w terenie".

"Nie, nie poznałem cię, więc pomyślałem, że się zatrzymam. Czy to nie jest..." - urwał, gdy imię starca wymknęło mu się z ust.

"Hibb Keller?" - zapytała.

Pstryknął palcami. "Tak, chyba tak się nazywał. Czy on się ruszył?".

"Zmarł pierwszego dnia roku".

"Przykro mi".

Machnęła ręką w lekceważącym geście. "Żył pełnią życia. Szczerze mówiąc, nie widziałam go od ponad dziesięciu lat".

Podszedł do niej i zapytał: "Pokrewne?".

"Mój wujek. Zostawił mi to miejsce". Zaśmiała się, wzruszyła ramionami i wyjaśniła: "Cóż, zostawił je rodzinie, a nikt inny go nie chciał". Wyciągnęła rękę i powiedziała: "Jestem Alice Keller".

Clint uścisnął jej dłoń i powiedział: "Clint Drake".

"Niech zgadnę. Chcesz przejrzeć te wszystkie rupiecie, które miał wszędzie poukładane?".

To tłumaczyło terytorialne zachowanie staruszka. Jeśli był kolekcjonerem, to posiadanie na posesji kogoś obcego z jegoskarbybył absolutnie nie do przyjęcia. Znał ten typ dość dobrze.

Potrząsnął głową. "Pracuję w Fundacji Badań nad Raptorami. Ludzie z okolicy opowiadają historie o dziwnej sowie. Kilka razy słyszałem, jak sądzę, nawoływania sów borealnych w okolicy i zawsze wydaje się, że dochodzą z tego kierunku".

"Z pewnością mam niezłe cycki" - powiedziała.

Możesz to powtórzyć,pomyślał, walcząc o to, by jego wzrok nie spłynął na jej piersi.

Kontynuowała: "Mieszkają w stodołach i w lesie. Słyszę je cały czas i widzę je od czasu do czasu".

"To pewnie sowy rogate. Borealne wydają zupełnie inny dźwięk, a jeśli rzeczywiście tu są, to są dziwadłem. To jest z łatwością dwieście mil na południe od ich normalnego zasięgu lęgowego".

Z dalszej części drogi usłyszał męski głos, który mówił: "Znowu ty?".

Cholera,Clint rozpoznał w staruszku przyjaciela Hibba, którego znał z poprzedniego pobytu w tej posiadłości.

Potrząsając palcem, siwowłosy mężczyzna powiedział: "Jeśli myślisz, że wykorzystasz Alicję, bo Hibb odszedł, to lepiej to przemyśl".

"W porządku, Floyd".Alicja powiedziała. "On szuka sów, a nie kolekcji wujka Hibbsa".

Starzec podszedł do Alice i spojrzał na Clinta pytająco. "Hmph! Sowy. Stek bzdur".

"Próbujemy coś sprzedać, pamiętasz?".powiedziała Alicja.

"Sprzedawaj je za tyle, ile są warte. Nie za grosze ani nie za kradzież".

Słysząc, że sprzedają, wpadł mi do głowy pomysł na ewentualne wejście na rynek. "Jeśli chcesz sprzedać, znam kogoś, kto kupuje. Nazywają się Barn Owl Treasures".

Starzec parsknął i przewrócił oczami.

Alice powiedziała: "Właśnie do nich dzwoniłam. Powiedzieli, że wpiszą mnie na listę, ale jeszcze się nie odezwali".

Clint uśmiechnął się i powiedział: "Znam jednak syna właściciela. Szukając sów, spędzam dużo czasu w stodołach. Gdy widzę coś ciekawego, przekazuję mu wskazówkę. Na tyle często udaje mi się trafić w dziesiątkę, że właściciel traktuje mnie poważnie".

"Naprawdę? Byłoby miło wyczyścić chociaż trochę z tych rzeczy".Alicja powiedziała z tęsknotą.

Znając ten typ, Clint podrzucił atut, mając nadzieję, że uda mu się wykonać sztuczkę. Zwrócił się do Floyda i powiedział: "Pewnie znasz tę kolekcję jak własną kieszeń. Mógłbyś wybrać kilka rzeczy, o których wiesz, że są naprawdę cenne, a ja zrobię mu zdjęcia. To na pewno zwróci jego uwagę".

Oczy starca rozbłysły, a Clint wiedział, że go ma. Floyd złożył ręce na piersi i uśmiechnął się. "Tu i ówdzie jest kilka elementów, które sprawią, że człowiek się posika, jeśli wie, na co patrzy".

Clint powiedział: "Wskaż je, a może pomogę ci sprzedać kilka rzeczy. W międzyczasie będę obserwował krokwie, żeby zobaczyć, czy znajdę to, czego szukam".

"Dla mnie brzmi to jak dobry interes".Alicja zachęciła staruszka.

Floyd zmarszczył brwi i chrząknął. "Słyszałem, że są uczciwi i uczciwie się rozliczają. Dlatego kazałem ci do nich zadzwonić, Alice". Zwrócił się z powrotem do Clinta i powiedział: "Jeśli uważasz, że możesz ich tu sprowadzić, pokażę ci kilka rzeczy".

"Postaw przed nimi odpowiedni towar, a przestaną robić wszystko, co robią, i przyjdą spróbować go kupić".powiedział Clint.

Alicja klasnęła w dłonie i potarła je o siebie. "A więc do dzieła. Clint, może podjedziesz pod dom?" - powiedziała, prowadząc Floyda z powrotem w górę uliczki.

Clint ze zwycięskim uśmiechem wrócił do swojego kampera.

****

Po wytarciu ramienia o czoło Clint wypił jeszcze jeden łyk zimnej lemoniady, którą przyniosła Alice, i westchnął z ulgą.

Był zlany potem, pokryty pyłem ze stodoły i szybko tracił światło dzienne, ale przynajmniej był na terenie posesji. Floyd natychmiast stracił surowe nastawienie i ożywił się, gdy tylko zaczął opowiadać o przedmiotach z kolekcji, które chciał pokazać. Nawet przy swojej ograniczonej wiedzy Clint wiedział, że staruszek ma powody do dumy z tych cennych przedmiotów.

Po sfotografowaniu wybranych przez Floyda skarbów, zrobił kilka szerszych ujęć wewnątrz dwóch stodół. Następnie wysłał do Justina wiadomość z opisem posiadłości i załączył zdjęcia.

Minęło zaledwie pięć minut, ale otrzymał odpowiedź o następującej treści: "Jasna cholera. Niech zachowają dla mnie ten znak Sinclaira. Wyjeżdżam za kilka dni. Możesz podać mi numer?".

Clint gestem pokazał swój telefon i powiedział: "Justin właśnie napisał do mnie SMS-a. Jest zainteresowany wyjazdem. Chce numer kontaktowy".

Alice uśmiechnęła się promiennie i powiedziała: "Jasne. Daj mi znać, kiedy będziesz gotowa".

Clint wpisał numer tak, jak go podała, i wysłał wiadomość. Justin szybko odpowiedział, prosząc, aby natychmiast do niej zadzwonił. Alice zgodziła się i zaledwie kilka sekund po tym, jak Clint wysłał wiadomość, zadzwonił jej telefon.

"Dobrze, to do usłyszenia. Pa" - powiedziała, kończąc połączenie. Następnie wyjaśniła: "Zadzwoni do mnie, jak tylko wróci z podróży, i umówi się na spotkanie. Zapytał, czy możemy zachować dla niego ten znak Sinclaira".

Floyd uśmiechnął się złośliwie. "Jest uzależniony. Zarobisz na tym niezły grosz". Stary człowiek ziewnął i przeciągnął się.

"Idź do domu, Floyd. Zadzwonię do ciebie, żeby dać ci znać, kiedy wyjdzie".Alicja zaproponowała.

Stary człowiek znów ziewnął. "Będę się ostro targował i dopilnuję, żeby stary Hibb nie zaczął się kręcić w grobie. Uważaj na siebie." Dał Alicji znajome klepnięcie w tyłek, a potem poszedł w stronę swojego pickupa.

"Dzięki, że nas połączyłeś" - powiedziała do Clinta.

"Z przyjemnością." Dał Floydowi czas na wejście do samochodu i uruchomienie silnika, zanim zapytał: "Zastanawiałem się, czy nie miałbyś nic przeciwko temu, żebym tu dziś zaparkował? Mam nadzieję, że usłyszę tego Boreala".

Nie wahała się ani chwili, gdy odpowiedziała: "Nie, w porządku. Czy musisz się podłączyć? Mój wujek kazał założyć gniazdko".

Mile zaskoczony, odpowiedział: "Jeśli nie masz nic przeciwko. Zaoszczędziłbym w ten sposób trochę benzyny".

"Nie ma żadnych problemów. I nie martw się, że mnie obudzisz. Pracuję do późna, a kiedy już się położę, śpię jak zabity. Jesteś głodny?".

"Nie bardzo. Zjadłem tuż przed przyjazdem" - odpowiedział. "Jeśli nie miałabyś nic przeciwko temu, chciałbym przejść się po posiadłości i zorientować się w terenie, zanim zrobi się ciemno".

"Czuj się jak u siebie w domu" - powiedziała, gdy zawróciła w stronę domu. "Gniazdko dla kamperów jest tuż obok gniazdka, do którego podłączony jest odstraszacz pluskiew. Jeśli zmienisz zdanie co do ukąszenia, po prostu zapukaj do drzwi".

Powiedział: "Dzięki". Potem pomyślał,Chętnie bym to zjadł.obserwując, jak kołysze się jej seksowny tyłek. Był na tyle sprytny, że zdążył oderwać wzrok od tego widoku, zanim go przyłapała. Był już zaparkowany wystarczająco blisko, więc podłączył kampera, a następnie skupił się na zwiedzaniu posiadłości przed zapadnięciem zmroku.

Zanim zapadł zmrok, doskonale wiedział, gdzie znajdują się wszystkie budynki gospodarcze, staw i skraj lasu, który dominował nad posiadłością. Miał nadzieję, że w końcu uda mu się wyznaczyć szlaki w lesie, które pozwolą mu odnaleźć drogę w nocy, ale na razie mógł poruszać się w pobliżu. Pełnia księżyca miała w tym pomóc.

Nawet gdy słońce już zaszło, on nadal się pocił. To był upał, a noc wydawała się nie zapowiadać ochłodzenia.

Clint usiadł na krześle przyniesionym z przyczepy kempingowej i niemal natychmiast pożałował, że nie poprosił Alice o wyłączenie zappera na owady. Okresowe brzęczenie ćmy i pluskwiaków, doprowadzonych do zguby przez fioletowe światło, ciągle przerywało jego koncentrację. Jego uszy były najbardziej przydatnym narzędziem do lokalizowania i rozpoznawania nieuchwytnych, nocnych sów.

Uważny słuch usłyszał, że drzwi domu się otwierają, więc zerknął w tamtą stronę, ale to, co zobaczył, niemal zwaliło go z nóg. Alicja zamieniła białą koszulkę na stanik bikini, który odsłaniał ogromne połacie jej obfitych piersi.

"Idę się wykąpać w stawie" - powiedziała, przechodząc przez werandę i zarzucając ręcznik na ramię. "Czy potrzebujesz czegoś, zanim pójdę w tamtą stronę?".

Jego mózg zwarł się z powodu nieoczekiwanego odkrycia jeszcze większych cycków, więc wykorzystał pierwszą spójną myśl, która przyszła mu do głowy -odstraszacz pluskiew. "Czy mógłbyś wyłączyć odkurzacz na owady? Ciągle mnie rozprasza."

"Jasne" - powiedziała i uśmiechnęła się.

Musiał bardzo się starać, żeby powstrzymać jęk, kiedy pochyliła się, pokazując tyłek i pozwalając piersiom zwisać w chuście stanika od bikini. Chociaż jego pierwszą myślą było, że flirtuje, odrzucił ją, nie chcąc ryzykować, że się myli. Odłączyła urządzenie do zabijania owadów, po czym zeszła po schodach, stukając klapkami o drewno.

"Wrócę nad staw, jeśli będziesz czegoś potrzebował" - powiedziała. Pomachała, idąc wzdłuż frontu domu, a potem zniknęła za rogiem.

Clint wydmuchał długi, powolny oddech przez zaciśnięte usta, gdy tylko zniknęła mu z oczu. Potrzebował czegoś, ale nie był na tyle pewny swoich instynktów, by próbować to osiągnąć. Dostęp do posiadłości był zbyt korzystny dla jego poszukiwań Boreala, o którym krążyły pogłoski. Uznał, że lepiej być bezpiecznym niż żałować.

Oczywiście, wiedział, że będzie żałował, że nie skoczył nawet nanajmniejszymiał szansę zobaczyć resztę tych cycków. Mimo że był zdenerwowany, uznał, że i tak pewnie zrobiłby z siebie głupca. Zadowolony - na razie - z tej racjonalizacji, zamknął oczy i nastawił uszy na dźwięki nocy.

Nie minęło wiele czasu, gdy został nagrodzony. Był to odgłos sowy rogatej, ale dzięki temu nadarzyła się okazja. Chciał potwierdzić obecność sowy uszatej, ale dokumentował również bardziej pospolite gatunki sów. Podniósł się z krzesła i ruszył w kierunku, z którego usłyszał dźwięk. Nie miał większych problemów z pokonaniem wysokiej trawy w świetle księżyca, gdy szedł w kierunku największej ze stodół. Gdy zbliżył się do budynku, sowa odezwała się ponownie, zawężając swoją lokalizację.

Clint przeskanował dach stodoły i zauważył sowę w tym samym momencie, kiedy ponownie zawołała. Podniósł zawieszony na szyi aparat, wyposażony w obiektyw o słabym oświetleniu i ustawiony w ten sam sposób. Pstryknął zdjęcie, a po jego sprawdzeniu stwierdził, że jest to dobre ujęcie. Dach był pokryty gontem, a ten widoczny wzór mógł posłużyć jako skala do określenia wielkości sowy.

Gdy sowa wciąż była w zasięgu wzroku, pozwolił, by kamera ponownie zawisła na jego szyi, i sięgnął do saszetki na biodrze. Włączył dyktafon, wycelował stereofoniczne mikrofony w sowę i nacisnął przycisk nagrywania. Wydawało się, że sowa celowo się nie odzywa, ale on trzymał urządzenie na celowniku, wiedząc, że ma 32 giga pamięci. W końcu sowa odwdzięczyła się wyraźnym dźwiękiem.

Niedługo potem, choć słabo, usłyszał wołanie. Niestety, dochodziło ono z głębi lasu. Nie mając wytyczonych żadnych szlaków, próba wytropienia drugiej sowy nie byłaby ani praktyczna, ani bezpieczna. Pierwsza sowa wybrała ten moment, by wzbić się do lotu i na cichych skrzydłach zniknąć w poszukiwaniu ofiary.

Zadowolony z rezultatów, zaczął wracać do kampera. Już prawie dotarł do swojego fotela, gdy usłyszał dźwięk.

Clint dostał gęsiej skórki, a dreszcz przeszedł mu po kręgosłupie, gdy usłyszał staccato, wysoki - jak na sowę - dźwięk nawoływania Boreala. Po raz pierwszy nie była to plotka, ani odległe, wątpliwe przekomarzanie się z daleka. Był wyraźny, niepowtarzalny i porywający. Udało mu się namierzyć dźwięk, zanim ucichł, i podążył w jego kierunku.

Po drodze wyciągnął dyktafon, włączył nagrywanie i modlił się, by sowa znów zawołała.Chodźcie. No dalej,pomyślał, ruszając w kierunku dźwięku. W miarę oddalania się od zabudowań trawa stawała się coraz gęstsza, co zmuszało go do uważniejszego stawiania kroków. Zbliżając się do lasu, zwolnił kroku, nie mogąc się doczekać, aż sowa znów się odezwie.

A potem - słodkie zwycięstwo. Cicho krzyczałtakgdy sowa odezwała się ponownie. Szybko zareagował i skierował mikrofony bezpośrednio na ten dźwięk. Wiedział, że uchwycił coś, co jest prawie niespotykane tak daleko na południu, i że wszyscy w instytucie będą tak samo podekscytowani jak on.

Gdy tylko rozmowa ucichła, przerwał nagrywanie i przygotował się do odtworzenia nagrania, modląc się, by było czyste.

"Co to, u licha, było?"

Clint błyskawicznie odwrócił głowę w kierunku głosu Alice. Był tak zajęty nagrywaniem Boreala, że nawet nie zorientował się, że jest w pobliżu stawu. Alice wyszła z wody na skrawek brzegu pokrytego piaskiem, najwyraźniej nie przejmując się ani swoją nagością, ani jego obecnością.

Błyszczące strużki wody spływały po jej ciele w świetle księżyca. Jej piersi były takie, jakie sobie wyobrażał. Były duże i pełne, ale nie opadające. Wyraźnie widział jej duże, wysklepione otoczki, otaczające sutki, które wyglądały na wzwiedzione. Między jej nogami znajdowało się gniazdo loków, które lśniły od przylegających do nich kropel wody.

Clint napawał się widokiem jej nagiego ciała, które w szybkim tempie stawało się coraz twardsze. Zorientował się, że się gapi, gdy ona zachichotała.

Alice oparła się na jednym z dwóch krzeseł ustawionych na pseudo plaży i przeciągnęła palcami drugiej ręki po mokrych włosach. Nie ulegało wątpliwości, że jej pozą było wyeksponowanie ciała i kuszenie. I to działało.

Uśmiechnęła się i powiedziała: "Najwyższy czas. Zaczynałam już myśleć, że jesteś gejem. Podoba ci się to, co widzisz?".

Zdziwienie opadło, a wszelkie wątpliwości co do jej zainteresowania rozwiały się na wietrze, więc odpowiedział: "Jesteś cholernie gorąca".

"Dlaczego nie przyjdziesz tutaj i nie pokażesz mi swojejwiedza na temat hokerów?"

W tym momencie wszystko było już przesądzone. Clint szedł w jej kierunku, próbując włożyć dyktafon z powrotem do kieszeni, ale nie chciał współpracować. Alice podeszła do niego, gdy był już blisko, wzięła dyktafon i upuściła go na siedzenie krzesła, na którym spoczywały jej szorty i bikini. Położył rękę na jej biodrze, przesuwając ją w górę jej boku.

Wydała z siebie lekki jęk i uniosła aparat, podczas gdy jego ręka powędrowała w górę, w kierunku jej piersi. Zaskakująco zręcznym ruchem przeciągnęła pasek aparatu przez jego szyję, a on również znalazł swoje miejsce na siedzeniu krzesła.

Clint warknął, przesuwając dłonią po jej prawej piersi. Była miękka w jego dłoni, ale jego badawcze palce szybko znalazły jej bardzo twardy sutek. Syknęła, gdy go dotknął, i podniósł drugą rękę. Objął obiema dłońmi jej duże, miękkie cycki, ścisnął je i przycisnął do siebie.

Najmniejszy dotyk jej dłoni na karku wystarczył, by zachęcić go do pochylenia się.

Palce Alicji przesunęły się w dół, na jego plecy, tworząc szpony, gdy językiem pieścił jej sutek. Wkrótce dołączyła do nich druga ręka, a jej paznokcie przejechały po jego plecach. Clint wziął sztywny sutek między wargi, ssał go przez chwilę, a potem przeniósł się do jego bliźniaka. Wsunął go między wargi, pozwolił mu wypłynąć, a następnie objął językiem drugi sutek.

Jej paznokcie, które już wcześniej podciągały jego koszulę do góry, zaczęły to robić z premedytacją. Kiedy miała już w ręku ogon koszuli, oderwał się od jej piersi i pozwolił jej ściągnąć koszulę przez głowę. Przerzuciła ją przez oparcie krzesła, drugą ręką śledząc linię jego klatki piersiowej, i wydała z siebie głodny jęk. Zanim zdążył ponownie otoczyć wargami jej sutek, obie jej ręce chwyciły jego pasek.

W kilku szybkich ruchach pozbyła się paska, rozpięła guzik i rozpięła spodnie. Nie zatrzymując się ani na chwilę, zsunęła mu dżinsy i bieliznę na tyle daleko, że mogła objąć dłońmi jego twardego kutasa.

Seksowne połączenie warknięcia i jęku wydostało się z jej ust, gdy głaskała jego erekcję.

Clint po kolei tupał obcasami, pozwalając mu zdjąć buty, ale upewnił się, że nie będzie miała problemów z utrzymaniem jego kutasa.

"Dawno nie czułam tak twardego kutasa" - powiedziała.

"I nigdy nie widziałem tak dużych cycków" - powiedział, próbując - i nie chcąc - podnieść nogę i zdjąć skarpetkę. Obciążenie w postaci spodni na udach i jego odmowa odsunięcia się od jej delikatnej dłoni głaszczącej go uniemożliwiły mu to.

"Ty naprawdę kochasz hokery, prawda?".

"Ja ci pokażę".

Alice położyła dłoń na jego piersi, uniemożliwiając mu spełnienie tej obietnicy. "Pozwól, że najpierw pomogę ci zdjąć te paskudne spodnie".

Nie zamierzał się z tym spierać.

Zsunęła mu spodnie, pokazując przy tym, jak kręci tyłkiem i trzęsie cyckami. Kiedy spodnie były już na wysokości jego kolan, wyprostowała się i powiedziała: "Siadaj".

Clint obejrzał się za siebie, znalazł drugie krzesło na małej plaży i podszedł do niego, jąkając się. Gdy usiadł, Alice padła przed nim na kolana. Zdjęła mu skarpetki, a następnie spodnie i spojrzała mu w oczy.

Wszystkie kategorie: Na zewnątrz