Sitemap

Szybka nawigacja

"Nie próbuj mówić, kochanie".

Patrzyłam niemo na mamę i mimo jej słów próbowałam otworzyć usta.

Mama najwyraźniej dostrzegła w moich oczach niepokój i podeszła, aby wziąć mnie za rękę.

"Nie ruszaj się, Johnny" - powiedziała, a jej głos groził załamaniem. "Masz złamaną szczękę, została skręcona".

Nawet lekkie odwrócenie się, żeby na nią spojrzeć, sprawiało mi ból, protestowały mięśnie szyi, bolały mnie nawet ramiona, wykonałem gest pisania, a ona podała mi ołówek i podkładkę, oczywiście w tym właśnie celu.

Napisałam: "Wszystko w porządku, mamo?".

Wiedziała, o co mi chodzi, i pokazała mi ręce. Nie było tam żadnych znaków nowego wejścia, więc dodałem: "Przepraszam".

"Nie przepraszaj, kochanie" - wyszeptała - "wiedziałam, że o to zapytasz".

Mama powiedziała mi, że został aresztowany i nadal przebywa w areszcie, a sędzia nie zgodził się na zwolnienie za kaucją z powodu moich obrażeń.

"Jaki jest dzień, mamo?".Napisałem, a ona się uśmiechnęła.

"Nie martw się, byłeś nieprzytomny, gdy cię przywieźli, a gdy tylko się obudziłeś, przeprowadzili operację. Twoja szczęka była w ciężkim stanie, ale potrzeba tylko czasu, a wszystko będzie w porządku".

Śmiała się, kiedy pisałem na kartce. "Nie czuję się za cholerę dobrze".

Zauważyłem, że mam poobcierane knykcie, a ona zwróciła na nie uwagę.

"Uderzyłeś go" - śmiała się. "Byłam z ciebie taka dumna, Johnny, on chciał cię pobić na śmierć, ale ty się nie poddałeś".

"Chcę, żeby obejrzano moją cholerną głowę".Napisałem, a ona znów się roześmiała, po czym na chwilę spoważniała.

"Johnny, wiesz, że kiedy cię wczoraj kupili, żona Tomka zabrała mu to i poprosiła, żebym się tego pozbył, zanim przyjedzie policja".

Pokazała mi woreczek z białym proszkiem, który, jak przypuszczałem, był koką lub heroiną.

Mój długopis znów się poruszył. "Dlaczego wciąż go masz, mamo?".

Schyliła się i wzięła kosz na śmieci stojący obok łóżka, rozerwała torebkę i wysypała proszek do kosza.

"Chciałem tylko, żebyś zobaczył, jak to robię, Johnny, to było ważne".

W jej oczach pojawiła się łza, gdy przeczytała, co nabazgrałem.

"Ty też, mamo".

Tydzień później wróciłem do domu, ale szczerze mówiąc, czułem się jak gówno, bo oprócz złamanej szczęki miałem złamany obojczyk i kilka żeber.Każdy najmniejszy ruch sprawiał, że igły bólu przeszywały mi ramię, a ja, kurwa, umierałem z głodu.

Ktoś kiedyś powiedział, że człowiek nie może przeżyć na samym chlebie, więc uwierzcie mi, że na zupie też nie!

Moje ramię się zagoiło, podobnie jak żebra, ale szczęka zajęła o wiele więcej czasu, dokładnie pięć cholernych tygodni, a nawet wtedy, kiedy mama zabrała mnie do szpitala, żeby odłączyć przewody, byłem jak małe, przerażone dziecko.

"Dobrze, Johnny" - powiedziała młoda, ładna lekarka, ignorując fakt, że patrzyłem w dół jej bluzki, gdy pracowała nade mną. "Otwórz usta, ale rób to powoli".

"A jeśli nie będę mógł go otworzyć?".Powiedziałam, a cała nasza trójka wybuchnęła śmiechem, gdy zorientowała się, że to powiedziałam.

Pani doktor była najbliżej, więc ją pocałowałem, ale ona skrzywiła się i powiedziała. "Uwierz mi Johnny, cieszę się tak samo jak ty, ale twój oddech jest zgniły".

"O Boże, zapomniałam o tym".

Mama i ja wyszłyśmy z domu trzymając się za ręce i wsiadłyśmy do taksówki.

"Jasiu, pamiętasz, jak trzymałeś mnie na tym łóżku?".

"Aw, mamo, wiesz, że tak".

"Wszyscy zapomnieliśmy o twoich urodzinach".

"Tak, ale to nie było ważne, mamo, miałam inne rzeczy, które musiałam zrobić".

Myślę, że nadal trudno jej było mówić o swoim życiu z narkotykami, mówiła tylko,

"Nigdy nie będę w stanie podziękować ci wystarczająco za to, co zrobiłeś, Johnny, ale kupiłam ci mały prezent, mam nadzieję, że ci się spodoba".

Otworzyła drzwi garażu, a ja z przyjemnością obejrzałem stojące w nim nowiutkie BMW.

"Mamo, ja... "

"Powiedz mi, że ci się podoba, Johnny. Proszę, kochanie."Trudno mi było w to uwierzyć, nie była pewna.

Przypuszczam, że to wszystko, co wydarzyło się w ciągu ostatniego roku, śmierć taty, prawie śmiertelne uzależnienie mamy, pobicie, którego doznałem od kogoś, kogo uważałem za przyjaciela - wszystkie te rzeczy wylały się ze mnie w powodzi łez.Mama i tak musiała być wzruszona, bo stała i płakała ze mną, łzy spływały nam po policzkach, gdy trzymałyśmy się razem, żadna z nas się nie odzywała, po prostu płakałyśmy, chyba tego potrzebowałyśmy.

"Jeszcze nie powiedziałeś, czy ci się to podoba, czy nie" - powiedziała w końcu, a potem rozległ się śmiech, gdy zataczając się, weszliśmy do domu.

"Hej, właśnie sobie uświadomiłem, że mam już osiemnaście lat, prawda?".

"Na pewno jesteś, dlaczego?".

"Teraz mogę już legalnie pić".

"Tak".

"Chodźmy do pubu na lunch, naprawdę mam ochotę na piwo".

"Mogą nie być zbyt zadowoleni, gdy mnie tam zobaczą, Johnny".

"Dlaczego nie?"

Wyglądała na zakłopotaną i skrępowaną.

"Kazano mi wyjść jakiś czas temu, kochanie".

"Po co mamie?"

"Próbowałem się tam sprzedać za pieniądze z narkotyków".

"Tak, to było wtedy, teraz jesteś inny, chodźmy".

"Johnny, skoro już o tym mowa, muszę cię przeprosić, bo wydaje mi się, że pamiętam, jak prosiłem cię o... no wiesz...".

"Byłaś chora, mamo".Powiedziałem i ścisnąłem jej dłoń. "Zapomnij o tym."

"Dziękuję ci, kochanie" - uśmiechnęła się, a potem wybuchnęła śmiechem, gdy dodałam: "Ale teraz bym się skusiła, mamo".

"Nie wierzę, że właśnie to powiedziałeś, Johnny".

"Przepraszam, mamo, nie chciałem cię zawstydzić".

Wyraz jej twarzy był bezcenny, a ona sama stała się intensywnie czerwona.

"Mamo, przepraszam, nie wiem, co we mnie wstąpiło".

Naprawdę myślałem, że się na mnie wścieknie, ale ona spojrzała na mnie i uśmiechnęła się.

"Ostrożnie, Johnny" - powiedziała cicho. "Chodź, pojedziemy twoim samochodem".

Wszystkie kategorie: Prawda